O Kieślowskim słów kilka… 

KINO

Każdy ma swojego ulubionego pisarza, piosenkarza, reżysera. Jednak są pewne odskocznie od normy, wykonawcy i twórcy,  którzy niekoniecznie są przez nas wielbieni za walory estetyczne, a za historię, którą potrafią przenieść na pole twórczej interpretacji. Takim człowiekiem jest pan Krzysztof Kieślowski, twórca ponadczasowy i ponadgatunkowy.

Recenzja mistrza jest godna czegoś więcej, niż tylko krótkiego streszczenia jego filmu z dodanym od niechcenia komentarzem. Chciałabym zastanowić się nad tym, skąd brały się jego pomysły oraz jak spędził lata, w których tworzył te wszystkie wspaniałe dzieła.

Kino moralnego niepokoju, to nazwa nurtu, który wyłonił się wśród czołówki polskich reżyserów czasów PRL, które miały pokazywać realia życia w socjalistycznej Polsce.

Żeby stworzyć nurt sprzeciwiający się rządzącej władzy, trzeba mieć naprawdę niesamowity światopogląd i hart ducha.

W filmach Kieślowskiego możemy zobaczyć i poznać kim jest ten człowiek. To głęboko stłumiony przez socjalizm wolny duch, który nie potrafi wydostać się na wolność i musi ciągle ograniczać swoje życie,  podporządkować się władzy.

Jest mi bardzo bliski, ponieważ urodził się dzień po mnie, 27 czerwca. Czuję głęboką emocjonalną więź z tym człowiekiem, choć już nie żyje i nie było mi dane go poznać.

Jego rodzina wywodziła się z Wołynia, więc zapewne pamiętali rzeź, która przeszła już do smutnej historii naszego kraju.

Jego dziadek był premierem II RP, generałem Wojska Polskiego i wolnomularzem.

Mały Krzysiek cierpiał na chorobę płuc w pierwszych latach życia, więc rodzina ciągle woziła go po sanatoriach. I w tym aspekcie jest mi bliski, bo również chorowałam na chorobę płuc we wczesnych latach życia.

Skończył państwowe liceum techniki teatralnej, był wtedy garderobianym najpopularniejszych polskich aktorów w latach 50.

Na filmówkę łódzką dostał się za trzecim razem, tam realizował swoje pierwsze filmy, były nimi filmy dokumentalne, krytykujące biurokrację lub po prostu pokazujące życie zwyczajnych mieszkańców polskich miast.

Krzysztof, podczas studiów głęboko społecznie zaangażowany, kręcił wszystko. Zakładową wycieczkę za miasto; nędzne warunki pracy robotników w Ursusie; weteranów II Wojny Światowej, którzy stracili wzrok; przygotowania polskiego rajdowca do rajdu Monte Carlo; wreszcie pracę zakładu pogrzebowego.

W roku 1971 Krzysztof zaangażował w film politykę. „Robotnicy ’71 – nic o nas bez nas”, pokazujący prawdziwe nastroje panujące w polskich zakładach pracy po przejęciu władzy przez Edwarda Gierka, został ocenzurowany i zakazany w kraju.

Kolejne dokumenty Krzysia to już wyłącznie pracownicy polskich fabryk.

Wreszcie postanowił zmienić koncepcję i zaczął kręcić filmy fabularne.

O nich mogłabym opowiadać godzinami i roztkliwiać się nad wszystkimi szczegółami, jednakże wystarczy, że je sklasyfikuję – kino moralnego niepokoju oraz kino metafizyczne.

Jeżeli te dwie nazwy nadal nie zachęcają by sięgnąć do jego twórczości, swoją drogą wybitnej, to nie wiem kompletnie co mogłoby skłonić kogoś do obejrzenia bezwzględnych dzieł sztuki filmowej wchodzącej w skład polskiej twórczości reżyserskiej.

Jego filmy tj. Spokój, czy Bez końca, bezpośrednio odnoszą się do wydarzeń politycznych naszego kraju tj. ruch Solidarność, czy cenzura. Są one o tyle dobre, że nie są odtworzeniem wydarzeń po latach, ale bieżącym komentarzem z pola walki z systemem socjalistycznym.

Nadają się więc też idealnie do nauki polskiej historii drugiej połowy XX wieku.

Kieślowski to nie tylko człowiek filmu. Był też genialnym wykładowcą na studiach, gdzie wykładał pisanie scenariuszy oraz reżyserię w 5 krajach!

Oprócz tego wyreżyserował cztery sztuki teatralne, z czego trzy ukazały się w ramach Teatru Telewizji.

Jego niedokończone scenariusze po śmierci się nie zmarnowały, zostały dokończone i zrealizowane przez innych ludzi, w koncepcji która spodobałaby się mistrzowi.

Uwielbiam jego filmy w zestawieniu z muzyką Zbigniewa Preisnera, definitywnie najlepszego polskiego muzyka filmowego.

Czasami zastanawiam się jak Krzysztof Kieślowski spojrzałby swym chłodnym okiem na rzeczywistość drugiej dekady XXI wieku w Polsce, czy potrafiłby ująć to, co najbardziej Polaków boli, uwiera i czy wciąż chciano by to oglądać.

Nasz świat jest coraz bardziej skomplikowany, kierują nami większe procesy niż tylko te związane z telefonią, telewizją czy radiem. Mamy globalną sieć, która ludzi całkowicie wyodrębniła.

Ciężko jest zdefiniować, czy to co jednego boli, drugiego może uszczęśliwić, kiedyś społeczeństwo nie różniło się tak drastycznie.

Myślę, że gdyby mistrz wciąż żył, to właśnie to pokazałby w swoich filmach.

Pozostaje się zastanowić, czy to zbawienne, że ludzie są tak różnorodni i kolorowi, czy też może pod podszewką każdy nosi to samo polskie serce i tylko na zewnątrz koraliki mu się zmieniają.

Krzysztof Kieślowski i jego twórczość mogą nas wiele nauczyć. Nas, ludzi którzy patrzą na jego filmy jak na smutną pocztówkę z czasów ucisku.

Być może sami nie podejrzewamy jak bardzo działamy na własną szkodę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s